Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genevieve. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

Od Gen CD. Rob

- Demony – odpowiedziałam od razu. Niedawno jadłam, a miałam patrzeć jak te nędzne kreatury wiją się z bólu, a ich serca powoli zamarzają. Myśląc o tym, moje kąciki ust delikatnie się podniosły. Spojrzałam jeszcze raz na kupkę popiołu, która pozostała po demonie. – Proszę, proszę. Ktoś tu jest niezwykle gorący. Dosłownie.
Uniósł brwi, uśmiechając się szelmowsko.
- Czy ty ze mną flirtujesz? – zapytał, opierając się nonszalancko o drzewo.
Parsknęłam śmiechem.
- Być może – podeszłam do niego i poklepałam go po klatce piersiowej. – Niestety, muszę cię zawieść. Nie jesteś w moim typie.
Przekręcił głowę, przypatrując mi się z rozbawieniem.
- A jaki jest twój typ?
Odsunęłam się, kiedy moje ramię zaczęło parzyć od zbyt bliskiego kontaktu. Pewnie dla normalniej osoby, byłby po prostu ciepłym miśkiem, lecz niestety – z moją mocą – stawał się gorącym ogniem, którym można się solidnie poparzyć.
- Lubię niskich i chuderlawych okularników – powiedziałam, starając się zachować powagę. Umiałam świetnie kłamać, więc nawet nie dostrzegł nutki sarkazmu jaka czaiła się pod tą wypowiedzią. Roześmiałam się na widok jego zaskoczonej twarzy. – Żartowałam. Ależ miałeś minę – przewrócił oczami, kiedy pchnęłam go przyjacielsko w ramię. – Dobra, chodźmy już. Może znajdziemy jakiegoś brudnego demona, który będzie skory do… - starałam się znaleźć właściwie słowo. – Właściwie to wątpię, żeby któryś z nich był skłonny do czegokolwiek. Uparte, agnackie bestie. Prawie jak ja – uśmiechnęłam się krzywo, dumna ze swojej wspaniałości. – Dlatego świetnie się z nimi dogaduję. No, oczywiście, kiedy ich nie zabijam.
Kończąc swój monolog, ruszyłam w kierunku północnym. Usłyszałam za sobą kroki Roba i jego cichy śmiech, więc wiedziałam, że idzie za mną. Tak w ogóle to czemu szedł za mną? Zatrzymałam się i odwróciłam. On również stanął, jak na zawołanie.
- Idziesz pierwszy – oznajmiłam, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Prychnął.
- A co? Boisz się, że coś wyskoczy ci na twoją śliczną twarzyczkę? – mruknął sarkastycznie.
- Idiota z ciebie, wiesz? – odpowiedziałam mu tym samym tonem.
- Co?
- Ot co! Jesteś idiotą! – oznajmiłam, jakby moja nagła uwaga wcale nie była dziwna. – Jesteś na tyle głupi, że myślisz, że jestem na tyle głupia, że pozwolę ci iść za mną, być mógł mnie zaatakować? – splotłam ramiona na piersi, a on spojrzał na mnie, jakbym faktycznie była szalona.
- Nie zamierzałam się atakować – „właściwie to patrzyłem tylko na twoje jędrne pośladki”, nie wypowiedział tego, ale niewypowiedziane słowa wisiały w powietrzu, że aż musiałam się zaśmiać.
- Wiem – powiedziałam, znowu zaczynając iść. – Po prostu chciałam zobaczyć, jak szybko można cię zdenerwować. Jak widać, nie szybko. To dobrze, ponieważ mam zamiar starać się do białego rana.
- A wydawałaś się taka urocza – prychnął, ponawiając wędrówkę, lecz udałam, że tego nie usłyszałam. Lepiej dla niego.

Rob?

Od Genevieve CD. Roberto

Patrzyłam na niego czujnie. Wiedziałam, że jeśli wykona choć jeden zbyt gwałtowny ruch – natychmiast zostanie zamrożony. Czekałam w gotowości, aż odważy się coś zrobić. Nic jednak takiego się nie stało. Skinęłam wolno głową, a on przysiadł się na pobliskim kamieniu, ignorując mnie. Ja cały czas stałam, rzucając mu piorunujące spojrzenie.
- Niesamowite – mruknął, patrząc na krwawy księżyc. – Coś takiego nie zdarza się zbyt często – stwierdził, podpierając się z tyłu dłońmi. – Nie uważasz?
Milczałam, ciągle wpatrując się w niego wzrokiem pełnym napięcia. Wreszcie westchnął, zirytowany, i odwrócił się w moją stronę. Rozpoznałam w nim wampira. Miał wokół siebie niezwykle gorącą aurę, taką, jakiej z moją mocą nie znosiłam najbardziej. Odsunęłam się o krok, jednak nie ze strachu, a ze zwykłej niechęci stania w pobliżu kogoś, kto niemal buzował ogniem.
- Tak – odpowiedziałam wreszcie, opierając się o drzewo. – Powiedz mi, Robbie, co takiego skłoniło cię to rozmowy z kimś takim, jak ja?
Zmarszczył brwi.
- Z kimś takim, jak ty?
Uśmiechnęłam się krzywo i podeszłam do niego. Widziałam, że jego ciało napięło się, przygotowane na atak, jednak takowy nie nastąpił. Usiadłam tylko obok, opierając się nonszalancko o jego ramię.
- Rozumiesz. Jesteś z Shadows. Ja z Hopeless – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, starając się przejąć inicjatywę w tej rozmowie. – Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Mogę ci odpowiedzieć tym samym pytaniem – uniósł brwi, patrząc znacząco na odległość, która nas dzieliła. Olałam go. Byłam skazana na swoją atrakcyjność i zamierzałam wykorzystywać ją w bardzo egoistyczny sposób. Roberto był jednak tylko facetem. I to na dodatek przystojnym facetem.
- Uwierz mi. Najchętniej zabiłabym cię od razu, jednak nie zaatakowałeś mnie – mruknęłam, trzymając usta przy jego uchu. Potem odsunęłam się gwałtownie i wstałam, zrażona odrobinę jego zbytnim ciepłem. Ja byłam lodowata, zawsze, więc nie zamierzałam dostać szoku termicznego, czy czegoś w tym stylu. – Dobra. To jednak możemy iść zapolować.

<Rob?>

Od Genevieve

Wydaje się, że druga nad ranem nie jest godziną, w której człowiek jest najbardziej aktywny. Nic bardziej mylnego. Ja uwielbiałam chodzić po ciemku i obserwować, jak drzewa ruszają się ostrożnie pod wpływem wiatru, jakby były się złamać niczym zapałki. Wow. Niezłe porównanie. Poczułam, że muszę je zapisać, by użyć go w jakiejś refleksyjnej dyskusji.
Usiadłam na kamieniu, przyglądając się tafli wody, w której odbijał się szkarłatny księżyc. To było coś wyjątkowego, co zdarzało się naprawdę rzadko. Krwawy księżyc można było dojrzeć raz na jakiś czas, a ja czułam się wspaniale, wiedząc, jaki spotkał mnie zaszczyt. A potem miałam ochotę dać sobie w twarz, ponieważ zaczynałam powoli myśleć jak jakaś melancholijna nimfa, albo coś. Byłam czarownicą, do cholery. Krwawy księżyc powinien wzbudzać we mnie jedynie szyderczy uśmieszek, na myśl, że podobno jest oznaką końca świat.
Upragnionego końca świata, chciałabym dodać. Przebywałam na tej pieprzonej wyspie od pieprzonych lat i jak najbardziej miałam ochotę się stąd wydostać. A jedynym sposobem na ratunek była śmierć. I tutaj cała sytuacja zataczała beznadziejne koło. Nie chciałam, bowiem, umierać. Widziałam już tu kilka osób, które popełniały samobójstwo, starając się wydostać z niedoli zwanej życiem, a zawsze kończyło się to tak samo… No, musiałam ich ratować, w skrócie. Ale tylko dlatego, iż ludzie obwinialiby mnie za to, że im nie pomogłam. Oczywiście, parę razy zdarzyło mi się nagiąć zasady i zignorować szesnastolatka skaczącego z klifu. Ciągle nie byłam pewna, dlaczego ludzie usilnie starają się ratować nieszczęsnych samobójców. Przecież oni sami wybrali sobie taki los. Jeśli chcą zginąć, to czemu mam się do tego czepiać? Niech sobie ginął.
- Ładnie tutaj, prawda? – usłyszałam za sobą twardy, męski głos. I odwróciłam się. Nie rozpoznałam tej osoby, co świadczyło o tym, że albo pochodziła z Klanu Shadows albo była jakimś demonem zesłanym do tego przeklętego miejsca. Biorąc pod uwagę, że jego aura niemal mnie dusiła, postanowiłam postawić na to drugie. – Jak się nazywasz, kochana?
- Gdybym była Japonką nazywałabym się Yuki – prychnęłam lekceważąco, wstając. Podświadomie położyłam dłoń na katanie, przypiętej do mojego pasa, choć wiedziałam, że nie będzie mi potrzebna. Mogłam po prostu zamrozić go jedną myślą. – A jako, iż nie jestem Japonką, powiem tylko, że to nie twój zasrany interes, krwiożerczy potworze – dałam sobie w głowie plusa za to jakże niezwykle barwne i radosne określenie jego osoby. – Przejdziemy do konkretów czy chciałeś mnie zaprosić na herbatkę? Czyżby była już siedemnasta? Jak ten czas szybko leci – przewróciłam oczami.
Roześmiał się, widząc, jak nawiązałam do jego brytyjskiego akcentu. Rozpoznał również, po mojej poprzedniej uwadze, że byłam tą, która w ostatnim tygodniu zamroziła jego dwóch kumpli.
- A więc to ty – ciągle był rozbawiony, jednak to stwierdzenie niemal warknął. – Kochana Yuki, widzę, że nie lubisz owijać w bawełnę. Bez wątpienia, bym cię zabił, moja cudowna Śnieżynko, jednak obydwoje wiemy, jakby to się, dla któreś z nas nieszczęśnie skończyło.
Uniosłam brwi, widząc jego zawahanie. Od razu było widać, iż był demonem niskiej rangi, co sprawiało, że mogłam go zabić z równą łatwością, jak jego poprzedników. Jeju, jak ja kochałam moje umiejętności. I w sumie tylko je. Oprócz kawy. Życie bez niej było okropne.
- Nie chcę cię martwić, mój cudowny demonie – mruknęłam, przedrzeźniając go nieumiejętnie – ale niestety mam inne plany. Zamierzam cię zabić – mówiąc to, machnęłam dłonią, a jego nogi przymarzły do ziemi. Podeszłam bliżej, poruszając się z gracją, niczym Lara Croft. – Na początku zamrożę ci język – przesunęłam dłonią po jego szczęce, spełniając moją obietnicę. Wytrzeszczał oczy, starając się otworzyć buzię, jednak i ją zamroziłam. – A potem serce – dłoń przesunęłam mu na klatkę piersiową i skupiłam się, aby zatrzymać jego życie.
Po kilku sekundach padł martwy, a raczej ciągle stał, ponieważ był zamrożony. Odmroziłam go i teraz już naprawdę wyłożył się u moich stóp. W takich chwilach czułam się władczynią świata. Najwyraźniej nie tylko ja tak uważałam.
- Proszę, proszę – usłyszałam za sobą głos, przygotowana na kolejny atak. – Brawa dla ciebie.

<Ktoś?>

Realistka Genevieve.


Życie jest walką, 
w której od początku jesteśmy na przegranej pozycji.

||Login||
Amzi66

||E-mail||
kociek.kitty@gmail.com

||Imię i nazwisko||
Genevieve Winchester

||Pseudonim||
Gen

||Klan|
Hopeless

||Ranga||
Rekrut

||Kara||
Zabiła zbyt wielu ludzi za pomocą swojej magii.

||Stanowisko||
Zabójczyni

||Data Urodzenia/Wiek||
6 październik | 20 lat

||Rasa||
Czarownica

||Płeć||
Kobieta

||Wygląd||
Genevieve jest osobą średniego wzrostu, jak na swój wiek. Mierzy siedemdziesiąt cztery centymetrów wzrostu, a na dodatek nogi ma długie, jak stołek barowy. Nie brak jej kobiecych kształtów, co często jest powodem aprobaty wielu mężczyzn. Nie żeby szczególnie ją to obchodziło. Cerę ma bladą, lecz nie tak bladą, że można, by było posądzić ją za wampirzycę. Jej twarz jest ładna i owalna, zdobiona hipnotyzującymi, niebiesko-szarymi oczami z ciemną obwódką. Usta są pełne, w kolorze ciemnoróżowym. Jej ciemnobrązowe włosy są lekko falowane i sięgają jej ponad łopatki, jednak najczęściej nosi je związane.

||Znaki szczególne||
Ma tatuaż w kształcie pentagramu, który zdobi jej nadgarstek. Najczęściej można ją zobaczyć ubraną na czarno, w skórzanej kurtce, którą pozostawiła sobie po matce. Nie rozstaje się również z medalikiem przedstawiającym krzyż, który ma symbolizować, że prędzej, czy później – wszyscy umrzemy. Na prawym udzie można też dostrzec niewielką bliznę, którą nabyła sobie podczas starcia z demonem. 

||Moce||
Lód

||Umiejętności||
 Zamraża samą myślą, nawet na śmierć | Stwarza różne kataklizmy, związane z zimą | Jednym dotknięciem potrafi sprawić, by człowiekowi w sposób metaforyczny „zamarzło serce”, to znaczy, że nigdy więcej nie będzie on podatny na miłość i pozostanie obojętny światu | Panuje nad temperaturą ciała człowieka, lecz tylko może ją obniżać 

||Cechy charakteru||
O Genevieve można powiedzieć wiele, lecz na pewno nie to, że jest radosną i optymistyczną osobą. Zabijanie, krew i przemoc jej nie rusza, a nawet sprawia jej przyjemność. Nutka tajemniczości, która ma wokół siebie dodaje jej tylko pewności siebie. Wśród członków klanu słynie z sadyzmu, lecz nigdy nie na zwierzętach. Bawi się czasem ludzkimi uczuciami, na przykład zwodzi mężczyzn, którzy są nią oczarowani i dogłębnie zakochani. Nie boi się ryzyka, właściwie to ono ją bawi. Czasem ma przebłyski zrozumienia i łaskawości, lecz to naprawdę rzadko, dlatego też postanowiła zostać zabójcą. Nie płakała od dziecka, ponieważ już wtedy wiedziała, że jej życie będzie skazane na porażkę i nie ma nawet co walczyć o lepsze jutro. Nie znaczy to też oczywiście, że jest pesymistką. Jest realistką, która po prostu widzi świat, jakim jest. Często jest również sarkastyczna i szczera do bólu. Nie ma dnia bez obrażenia jakiejś osoby. Kiedy jednak odczuwa miłość, odczuwa ją całym sercem, jednak nie warto liczyć, że stanie się wtedy miłą i ciepłą osobą. Ustaliła sobie, że nie zmieni się dla nikogo, nawet jeśli ktoś podbije jej serce. Oczywiście, to już nie jej wybór. Na zawsze pozostaje arogancką suką, to wie na pewno. Brak jej również empatii, co oczywiście również jest oznaką egoizmu, który jest u niej niemiłosierny i nieskończony.

||Lubi||
Siebie, naturalnie. Można jednak również powiedzieć, że niegdyś była wręcz zakochana w kawie, a jej brak zostawił po sobie puste miejsce w jej sercu. Zabijanie również sprawia jej przyjemność. Tęskni za czasami, kiedy po prostu mogła rozwalić się na kanapie i oglądać ulubiony serial. Czasami też czyta, głównie książki, które udało jej się przemycić na wyspę. Bardzo to lubi – czytanie sprawia, ze potrafi oderwać się od brutalnej rzeczywistości. 

||Nielubi||
Nie lubi to delikatne określenie, ponieważ ona wręcz nienawidzi rozkazów. Brzydzi się również zbytnio miłymi i przyjaznymi ludźmi, ponieważ są oni dla niej zbytnio nieszczerzy w swoich czynach. Udają idealnych, choć naprawdę przecież nikt taki nie jest. Najchętniej wybiłaby ich wszystkich. Dziękuje również światu, który zabrał ją od jej beznadziejnego domu i beznadziejnej, nudnej rodziny, która w niedzielne obiadki ogląda „Modę na sukces”. 

||Ciekawostki|| 
Zna sześć języków, w tym: angielski, francuski, włoski, łacinę, holenderski i rosyjski. | Nikt o tym nie wie, ale gra bardzo dobrze na pianinie, którego – z oczywistych powodów – tutaj nie ma, więc nie może dalej ćwiczyć. | Chodziła niegdyś na szermierkę i sztuki walki, dzięki czemu genialnie radzi sobie walcząc. | Jest beznadziejna, jeśli chodzi o strzelanie z łuki, jednak z pistoletem radzi sobie świetnie. | W dzieciństwie została porwana, a rodzice nie chcieli zapłacić okupu. Ostatecznie sama uciekła z tamtego miejsca.

||Rodzina||
Nigdy specjalnie jej nie lubiła.

||Orientacja||
Heteroseksualna. 

||Partner||
-

||Wyposażenie||
Medalion w kształcie krzyża. | Dwa pistolety. | Katana. | Plecak podręczny. | Kilka klasycznych książek, które udało jej się przemycić.