- Demony – odpowiedziałam od razu. Niedawno jadłam, a miałam patrzeć jak te nędzne kreatury wiją się z bólu, a ich serca powoli zamarzają. Myśląc o tym, moje kąciki ust delikatnie się podniosły. Spojrzałam jeszcze raz na kupkę popiołu, która pozostała po demonie. – Proszę, proszę. Ktoś tu jest niezwykle gorący. Dosłownie.
Uniósł brwi, uśmiechając się szelmowsko.
- Czy ty ze mną flirtujesz? – zapytał, opierając się nonszalancko o drzewo.
Parsknęłam śmiechem.
- Być może – podeszłam do niego i poklepałam go po klatce piersiowej. – Niestety, muszę cię zawieść. Nie jesteś w moim typie.
Przekręcił głowę, przypatrując mi się z rozbawieniem.
- A jaki jest twój typ?
Odsunęłam się, kiedy moje ramię zaczęło parzyć od zbyt bliskiego kontaktu. Pewnie dla normalniej osoby, byłby po prostu ciepłym miśkiem, lecz niestety – z moją mocą – stawał się gorącym ogniem, którym można się solidnie poparzyć.
- Lubię niskich i chuderlawych okularników – powiedziałam, starając się zachować powagę. Umiałam świetnie kłamać, więc nawet nie dostrzegł nutki sarkazmu jaka czaiła się pod tą wypowiedzią. Roześmiałam się na widok jego zaskoczonej twarzy. – Żartowałam. Ależ miałeś minę – przewrócił oczami, kiedy pchnęłam go przyjacielsko w ramię. – Dobra, chodźmy już. Może znajdziemy jakiegoś brudnego demona, który będzie skory do… - starałam się znaleźć właściwie słowo. – Właściwie to wątpię, żeby któryś z nich był skłonny do czegokolwiek. Uparte, agnackie bestie. Prawie jak ja – uśmiechnęłam się krzywo, dumna ze swojej wspaniałości. – Dlatego świetnie się z nimi dogaduję. No, oczywiście, kiedy ich nie zabijam.
Kończąc swój monolog, ruszyłam w kierunku północnym. Usłyszałam za sobą kroki Roba i jego cichy śmiech, więc wiedziałam, że idzie za mną. Tak w ogóle to czemu szedł za mną? Zatrzymałam się i odwróciłam. On również stanął, jak na zawołanie.
- Idziesz pierwszy – oznajmiłam, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Prychnął.
- A co? Boisz się, że coś wyskoczy ci na twoją śliczną twarzyczkę? – mruknął sarkastycznie.
- Idiota z ciebie, wiesz? – odpowiedziałam mu tym samym tonem.
- Co?
- Ot co! Jesteś idiotą! – oznajmiłam, jakby moja nagła uwaga wcale nie była dziwna. – Jesteś na tyle głupi, że myślisz, że jestem na tyle głupia, że pozwolę ci iść za mną, być mógł mnie zaatakować? – splotłam ramiona na piersi, a on spojrzał na mnie, jakbym faktycznie była szalona.
- Nie zamierzałam się atakować – „właściwie to patrzyłem tylko na twoje jędrne pośladki”, nie wypowiedział tego, ale niewypowiedziane słowa wisiały w powietrzu, że aż musiałam się zaśmiać.
- Wiem – powiedziałam, znowu zaczynając iść. – Po prostu chciałam zobaczyć, jak szybko można cię zdenerwować. Jak widać, nie szybko. To dobrze, ponieważ mam zamiar starać się do białego rana.
- A wydawałaś się taka urocza – prychnął, ponawiając wędrówkę, lecz udałam, że tego nie usłyszałam. Lepiej dla niego.
Rob?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz