poniedziałek, 26 października 2015

Od Rob'a CD. Gen

- Pewnego dnia kiedy miałem podajże trzy lata, - zacząłem - byłem z rodzicami na pogrzebie mojej ciotki...
- Nie interesuje mnie to.
- ...Wiadomo jak to jest, płacz i lamenty tych starszych krewnych i dzieciarnia radośnie hałasująca przed kościołem.
- Skończ. - warknęła nie zatrzymując się.
- Kiedy już wynoszono trumnę mama trzymała mnie podajże na rękach.
- Interesujące.. - wuwróciła oczami co
- Wydarłem się wtedy: "Mamo patrz! Meble wynoszą!" - usłyszałem ciche kaszlnięcie co mnie lekko rozbawiło, kontynuowałem - Reakcja natychmiastowa 3/4 ludzi w śmiech. Tego pogrzebu chyba nigdy nie zapomnę, hehe. - westchnąłem z uśmiechem.
- Skończyłeś ?
- Mam jeszcze parę kawałów w zanadrzu.
- Zaraz odetnę Ci język.
Podniosłem dłonie w oznace uległości.
- Spokojnie księżni... dobra. już się zamykam. - odparłem czując jak moje ciało zaczyna zamarzać. - Będę grzecznym chłopcem - uśmiechnąłem się.
Po dłuższym czasie nie spotkaliśmy żadnych demonów.
- Gdzie oni się chowają..? - mruknęła pod nosem..
Szliśmy w ciszy. Nudząc się zacząłem nucić..mój szept rozpraszał ciszę..
- Underneath the cold November sky. I’ll wait for You. - najwidoczniej nie przeszkadzało to Gen - As the pages of my life roll by. I’ll wait for You. I’m so desperate just to see Your face... Meet me in this broken place.. - ona również to słyszała. Głośne dźwięki ich zwabiały. - Hold me now I need to feel You - zacząłem nucić głośniej. - Show me how to make it new again - było ich już z trzech.. obok siebie. - There’s no one I can run to And nothing I could ever do - jeszcze dwóch..  ściszyłem głos - I’m nowhere if I’m here without Youuu... u u uuu.. u u uuu.. o ooo... - Ach.. - strzała przebiła jego mózg.. - Ghehehe.. - uśmiechnąłem się (trochę psychopatycznie). - Kochniee.. - mruknąłem podniecony. - wróciłem !

<Gen ?>

Ogłoszenie

Przepraszam ! 
Szczerze przepraszam za moją nieobecność, która wynikała z paru osobistych powodów (również zalicza się do tego szkoła średnia).
Postaram się poprawić :) 


RoseHarveyy

sobota, 3 października 2015

Od Gen CD. Rob

- Demony – odpowiedziałam od razu. Niedawno jadłam, a miałam patrzeć jak te nędzne kreatury wiją się z bólu, a ich serca powoli zamarzają. Myśląc o tym, moje kąciki ust delikatnie się podniosły. Spojrzałam jeszcze raz na kupkę popiołu, która pozostała po demonie. – Proszę, proszę. Ktoś tu jest niezwykle gorący. Dosłownie.
Uniósł brwi, uśmiechając się szelmowsko.
- Czy ty ze mną flirtujesz? – zapytał, opierając się nonszalancko o drzewo.
Parsknęłam śmiechem.
- Być może – podeszłam do niego i poklepałam go po klatce piersiowej. – Niestety, muszę cię zawieść. Nie jesteś w moim typie.
Przekręcił głowę, przypatrując mi się z rozbawieniem.
- A jaki jest twój typ?
Odsunęłam się, kiedy moje ramię zaczęło parzyć od zbyt bliskiego kontaktu. Pewnie dla normalniej osoby, byłby po prostu ciepłym miśkiem, lecz niestety – z moją mocą – stawał się gorącym ogniem, którym można się solidnie poparzyć.
- Lubię niskich i chuderlawych okularników – powiedziałam, starając się zachować powagę. Umiałam świetnie kłamać, więc nawet nie dostrzegł nutki sarkazmu jaka czaiła się pod tą wypowiedzią. Roześmiałam się na widok jego zaskoczonej twarzy. – Żartowałam. Ależ miałeś minę – przewrócił oczami, kiedy pchnęłam go przyjacielsko w ramię. – Dobra, chodźmy już. Może znajdziemy jakiegoś brudnego demona, który będzie skory do… - starałam się znaleźć właściwie słowo. – Właściwie to wątpię, żeby któryś z nich był skłonny do czegokolwiek. Uparte, agnackie bestie. Prawie jak ja – uśmiechnęłam się krzywo, dumna ze swojej wspaniałości. – Dlatego świetnie się z nimi dogaduję. No, oczywiście, kiedy ich nie zabijam.
Kończąc swój monolog, ruszyłam w kierunku północnym. Usłyszałam za sobą kroki Roba i jego cichy śmiech, więc wiedziałam, że idzie za mną. Tak w ogóle to czemu szedł za mną? Zatrzymałam się i odwróciłam. On również stanął, jak na zawołanie.
- Idziesz pierwszy – oznajmiłam, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Prychnął.
- A co? Boisz się, że coś wyskoczy ci na twoją śliczną twarzyczkę? – mruknął sarkastycznie.
- Idiota z ciebie, wiesz? – odpowiedziałam mu tym samym tonem.
- Co?
- Ot co! Jesteś idiotą! – oznajmiłam, jakby moja nagła uwaga wcale nie była dziwna. – Jesteś na tyle głupi, że myślisz, że jestem na tyle głupia, że pozwolę ci iść za mną, być mógł mnie zaatakować? – splotłam ramiona na piersi, a on spojrzał na mnie, jakbym faktycznie była szalona.
- Nie zamierzałam się atakować – „właściwie to patrzyłem tylko na twoje jędrne pośladki”, nie wypowiedział tego, ale niewypowiedziane słowa wisiały w powietrzu, że aż musiałam się zaśmiać.
- Wiem – powiedziałam, znowu zaczynając iść. – Po prostu chciałam zobaczyć, jak szybko można cię zdenerwować. Jak widać, nie szybko. To dobrze, ponieważ mam zamiar starać się do białego rana.
- A wydawałaś się taka urocza – prychnął, ponawiając wędrówkę, lecz udałam, że tego nie usłyszałam. Lepiej dla niego.

Rob?

Od Roberto CD. Genevieve

Była chłodna,a mnie rozpalała energia. Dosłownie.
- Dobra. To jednak możemy iść zapolować. - usłyszałem i gwałtownie się podniosłem z uśmiechem. Z gracją odskoczyła, albo po prostu poszła parę kroków dalej nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Spoko. Nie jestem wrogiem. - uniosłem dłonie.
- To się okaże.
Spojrzałem na księżyc. Nie licząc tego że był czerwony, to była pełnia. W takie noce jestem dość/bardzo aktywny i roznosi mnie energia. Właściwie jak zawsze.
Kurde. Laska poruszała się z gracją, co wyglądało nawet nice, ale było w niej coś..
- Jesteś czarownicą ? - wypaliłem po dłuższej drodze w ciszy. Niby szliśmy na polowanie ale jakoś nie przywiązywałem wagi do tego żeby być cicho.
- Skąd takie pytanie ?
- Bo na wilkołaka mi nie wyglądasz. Zaćmiony również odpada, zbyt dobrze znam tą rasę.
- A może jednak ?
-  Na wilczki, konkretnie na futro, to ja mam uczulenie, więc odpada. - skłamałem.
- Taa.. jestem wiedźmą.
- Wampir, ale pewnie i tak już wiesz. Jesteś spostrzegawcza.
- Jak miło. Starasz się mi zaimponować ? - zaśmiała się wymuszając uśmiech.
- Niebyt. Po prostu lubię gadać. - mruknąłem idąc za nią. Spojrzałem na jej zgrabną pupę.
Poczułem lekki ból. Właśnie zamrażała mi rękę.
- No co? Jestem facetem, a tak na marginesie niezły tyłek.
Zacząłem tkać ogień w prawej ręce gdzie lód przestał już narastać i powoli topniał.
- To na co dziś polujemy ? Jedzonko - uśmiechnąłem się - czy demony - zamruczałem jakbym chciał kogoś przestraszyć. - Hehe.. - odskoczyłem wysoko napinając cięciwę łuku na którym już widniała strzała. Miałem beznamiętny wyraz twarzy. Zanim demon się zorientował palił się już żywym ogniem, właściwie jego zwłoki ponieważ strzała przebiła tchawice kiedy wbiła się w szyje. Kiedy wylądowałem na ziemi demon zamienił się w popiół, ponieważ na działanie mojego ognia nie trzeba było czekać długo. Jeszcze raz spojrzałem beznamiętnie na ogień po czym zgasł.
Odwróciłem głowę w stronę dziewczyny i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- To jak. Jedzenie czy demony ?


<Gen?>

Od Genevieve CD. Roberto

Patrzyłam na niego czujnie. Wiedziałam, że jeśli wykona choć jeden zbyt gwałtowny ruch – natychmiast zostanie zamrożony. Czekałam w gotowości, aż odważy się coś zrobić. Nic jednak takiego się nie stało. Skinęłam wolno głową, a on przysiadł się na pobliskim kamieniu, ignorując mnie. Ja cały czas stałam, rzucając mu piorunujące spojrzenie.
- Niesamowite – mruknął, patrząc na krwawy księżyc. – Coś takiego nie zdarza się zbyt często – stwierdził, podpierając się z tyłu dłońmi. – Nie uważasz?
Milczałam, ciągle wpatrując się w niego wzrokiem pełnym napięcia. Wreszcie westchnął, zirytowany, i odwrócił się w moją stronę. Rozpoznałam w nim wampira. Miał wokół siebie niezwykle gorącą aurę, taką, jakiej z moją mocą nie znosiłam najbardziej. Odsunęłam się o krok, jednak nie ze strachu, a ze zwykłej niechęci stania w pobliżu kogoś, kto niemal buzował ogniem.
- Tak – odpowiedziałam wreszcie, opierając się o drzewo. – Powiedz mi, Robbie, co takiego skłoniło cię to rozmowy z kimś takim, jak ja?
Zmarszczył brwi.
- Z kimś takim, jak ty?
Uśmiechnęłam się krzywo i podeszłam do niego. Widziałam, że jego ciało napięło się, przygotowane na atak, jednak takowy nie nastąpił. Usiadłam tylko obok, opierając się nonszalancko o jego ramię.
- Rozumiesz. Jesteś z Shadows. Ja z Hopeless – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, starając się przejąć inicjatywę w tej rozmowie. – Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Mogę ci odpowiedzieć tym samym pytaniem – uniósł brwi, patrząc znacząco na odległość, która nas dzieliła. Olałam go. Byłam skazana na swoją atrakcyjność i zamierzałam wykorzystywać ją w bardzo egoistyczny sposób. Roberto był jednak tylko facetem. I to na dodatek przystojnym facetem.
- Uwierz mi. Najchętniej zabiłabym cię od razu, jednak nie zaatakowałeś mnie – mruknęłam, trzymając usta przy jego uchu. Potem odsunęłam się gwałtownie i wstałam, zrażona odrobinę jego zbytnim ciepłem. Ja byłam lodowata, zawsze, więc nie zamierzałam dostać szoku termicznego, czy czegoś w tym stylu. – Dobra. To jednak możemy iść zapolować.

<Rob?>

Od Roberto CD. Genevieve

- Brawa dla ciebie. - zaśmiałem się.
- Kim jesteś ?
- Spokojnie tylko mnie nie zamroź. - uśmiechnąłem się. - Roberto, ale możesz mi mówić Rob, a ty?
- Genevieve. Chcesz czegoś ?
- O Gen. Niezbyt. Tak jakoś trafiłem na Ciebie, więc.. do jakiego klanu należysz ?
Spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Klan, osada, miejsce zamieszkania, dom ?
- Wiem o co Ci chodzi. Hopeless.
- Domyśliłem się.
- To po co pytasz ?! - warknęła.
- Bo lubię. - uniosłem kącik ust.
- Shadows.
- Tak wiem, drugi klan.
- Jestem jego członkiem. - Podniosła broń w moim kierunku. - Widzę że już o nas sporo wiesz. - dobry humor nie schodził mi z twarzy. - Spokojnie. Ciałem jestem tam, lecz duchem nie całkiem.
Patrzyła na mnie, pewnie zastanawiała się o co chodzi. - Spokojnie - powtórzyłem. - Mogę się przysiąść ? Pogadamy lub jak wolisz popolujemy ? - uśmiechnąłem się chytrze.

<Gen?>

Od Genevieve

Wydaje się, że druga nad ranem nie jest godziną, w której człowiek jest najbardziej aktywny. Nic bardziej mylnego. Ja uwielbiałam chodzić po ciemku i obserwować, jak drzewa ruszają się ostrożnie pod wpływem wiatru, jakby były się złamać niczym zapałki. Wow. Niezłe porównanie. Poczułam, że muszę je zapisać, by użyć go w jakiejś refleksyjnej dyskusji.
Usiadłam na kamieniu, przyglądając się tafli wody, w której odbijał się szkarłatny księżyc. To było coś wyjątkowego, co zdarzało się naprawdę rzadko. Krwawy księżyc można było dojrzeć raz na jakiś czas, a ja czułam się wspaniale, wiedząc, jaki spotkał mnie zaszczyt. A potem miałam ochotę dać sobie w twarz, ponieważ zaczynałam powoli myśleć jak jakaś melancholijna nimfa, albo coś. Byłam czarownicą, do cholery. Krwawy księżyc powinien wzbudzać we mnie jedynie szyderczy uśmieszek, na myśl, że podobno jest oznaką końca świat.
Upragnionego końca świata, chciałabym dodać. Przebywałam na tej pieprzonej wyspie od pieprzonych lat i jak najbardziej miałam ochotę się stąd wydostać. A jedynym sposobem na ratunek była śmierć. I tutaj cała sytuacja zataczała beznadziejne koło. Nie chciałam, bowiem, umierać. Widziałam już tu kilka osób, które popełniały samobójstwo, starając się wydostać z niedoli zwanej życiem, a zawsze kończyło się to tak samo… No, musiałam ich ratować, w skrócie. Ale tylko dlatego, iż ludzie obwinialiby mnie za to, że im nie pomogłam. Oczywiście, parę razy zdarzyło mi się nagiąć zasady i zignorować szesnastolatka skaczącego z klifu. Ciągle nie byłam pewna, dlaczego ludzie usilnie starają się ratować nieszczęsnych samobójców. Przecież oni sami wybrali sobie taki los. Jeśli chcą zginąć, to czemu mam się do tego czepiać? Niech sobie ginął.
- Ładnie tutaj, prawda? – usłyszałam za sobą twardy, męski głos. I odwróciłam się. Nie rozpoznałam tej osoby, co świadczyło o tym, że albo pochodziła z Klanu Shadows albo była jakimś demonem zesłanym do tego przeklętego miejsca. Biorąc pod uwagę, że jego aura niemal mnie dusiła, postanowiłam postawić na to drugie. – Jak się nazywasz, kochana?
- Gdybym była Japonką nazywałabym się Yuki – prychnęłam lekceważąco, wstając. Podświadomie położyłam dłoń na katanie, przypiętej do mojego pasa, choć wiedziałam, że nie będzie mi potrzebna. Mogłam po prostu zamrozić go jedną myślą. – A jako, iż nie jestem Japonką, powiem tylko, że to nie twój zasrany interes, krwiożerczy potworze – dałam sobie w głowie plusa za to jakże niezwykle barwne i radosne określenie jego osoby. – Przejdziemy do konkretów czy chciałeś mnie zaprosić na herbatkę? Czyżby była już siedemnasta? Jak ten czas szybko leci – przewróciłam oczami.
Roześmiał się, widząc, jak nawiązałam do jego brytyjskiego akcentu. Rozpoznał również, po mojej poprzedniej uwadze, że byłam tą, która w ostatnim tygodniu zamroziła jego dwóch kumpli.
- A więc to ty – ciągle był rozbawiony, jednak to stwierdzenie niemal warknął. – Kochana Yuki, widzę, że nie lubisz owijać w bawełnę. Bez wątpienia, bym cię zabił, moja cudowna Śnieżynko, jednak obydwoje wiemy, jakby to się, dla któreś z nas nieszczęśnie skończyło.
Uniosłam brwi, widząc jego zawahanie. Od razu było widać, iż był demonem niskiej rangi, co sprawiało, że mogłam go zabić z równą łatwością, jak jego poprzedników. Jeju, jak ja kochałam moje umiejętności. I w sumie tylko je. Oprócz kawy. Życie bez niej było okropne.
- Nie chcę cię martwić, mój cudowny demonie – mruknęłam, przedrzeźniając go nieumiejętnie – ale niestety mam inne plany. Zamierzam cię zabić – mówiąc to, machnęłam dłonią, a jego nogi przymarzły do ziemi. Podeszłam bliżej, poruszając się z gracją, niczym Lara Croft. – Na początku zamrożę ci język – przesunęłam dłonią po jego szczęce, spełniając moją obietnicę. Wytrzeszczał oczy, starając się otworzyć buzię, jednak i ją zamroziłam. – A potem serce – dłoń przesunęłam mu na klatkę piersiową i skupiłam się, aby zatrzymać jego życie.
Po kilku sekundach padł martwy, a raczej ciągle stał, ponieważ był zamrożony. Odmroziłam go i teraz już naprawdę wyłożył się u moich stóp. W takich chwilach czułam się władczynią świata. Najwyraźniej nie tylko ja tak uważałam.
- Proszę, proszę – usłyszałam za sobą głos, przygotowana na kolejny atak. – Brawa dla ciebie.

<Ktoś?>

Od Rosemary

"Paryż, Francja, 1757
        Rozpaczliwie ściskając palcami krawędź stołu, Marguerite Piccard poddała się zalewającej ją fali podniecenia. Dreszcz przeszył jej ramiona. Przygryzła dolną wargę, by zdusić jęk rozkoszy.
- Nie powstrzymuj się - nakazał jej kochanek - Twój jęk doprowadza mnie do szaleństwa.
        Podniosła wzrok i spod przymkniętych z rozkoszy powiek, błękit jej spojrzenia napotkał"
- Hej Rose ! - głos mężczyzny spłoszył mnie, lekko odskoczyłam prawię upuszczając książkę. - Hehe. Nie mów że Cię przestraszyłem. - Uniósł jedną brew, uśmiechając się przy tym.
- Jeżeli bym się zlękła już dawno byś nie żył. - kącik moich ust lekko się uniósł, kiedy chowałam książkę do małego plecaczka.
- Fakt. - burknął uśmiechnięty. - Najwidoczniej ktoś nas ubiegł, - wbiłam w niego wzrok - lub zwierzęta już wszystko zjadły - miał rację, jak nie zwierzęta to Ci Beznadziejni utrudniają nam życie. Do kitu, ale cóż. Trzeba żyć dalej. Trzeba jakoś wydostać się z tej wyspy.
- Eh.. wracajmy do muzeum. Odpuśćmy sobie. - powiedziałam kiedy wyszliśmy z jednorodzinnego domu. Raczej opuszczonej budowli.
- He ? Przecież Beznadziejni nie odpuszczą !
- Co z tego ?
Patrzył na mnie niepewnie.
- Lepiej wróćmy. Nikogo nie ma w obozie, teraz z łatwością mogą zakraść się do środka. Wtedy mielibyśmy kłopoty.
Wiedziałam że Roberto woli dalej przeszukiwać miasto. Jest ogromne, a my mamy sporo czasu na przeszukanie go. Chciałam wracać. Miałam złe przeczucia.
Po godzinie szybkiego przemieszczania się byliśmy już prawie u celu.
- Rob. - złapałam chłopaka za ramię i zatrzymałam każąc mu kucnąć.
To był James i jakaś kobieta. Starali się znaleźć wejście do muzeum.
Rozejrzałam się i wdrapałam się po cichu na drzewo.
Napięłam łuk i wzięłam oddech zamykając oczy. Podniosłam powieki, wypuściłam powietrze i puściłam cięciwę. Strzała przecięła powietrze koło policzka Jamesa.
Mężczyzna gwałtownie się odwrócił spoglądając w moim kierunki.
Kobieta coś powiedziała lecz stałą tyłem więc nie mogłam odczytać co rzekła, lecz dobrze zrozumiałam co powiedział on "Ona nigdy nie chybia. To ostrzeżenie".
Miał rację. Znał mnie na tyle dobrze żeby wiedzieć nie zabije go dopóki to on nie zaatakuje.
"Wynoś się"
Moje oczy niosły śmierć.
"Wynoś się" naciskałam.
Machnął ręką na dziewczynę i odszedł.
Czekaliśmy godzinę po ich odejściu, wtedy spokojnie weszliśmy tajnym wejściem do muzeum. Nasza osada była bezpieczna.

<ktoś ?>



Realistka Genevieve.


Życie jest walką, 
w której od początku jesteśmy na przegranej pozycji.

||Login||
Amzi66

||E-mail||
kociek.kitty@gmail.com

||Imię i nazwisko||
Genevieve Winchester

||Pseudonim||
Gen

||Klan|
Hopeless

||Ranga||
Rekrut

||Kara||
Zabiła zbyt wielu ludzi za pomocą swojej magii.

||Stanowisko||
Zabójczyni

||Data Urodzenia/Wiek||
6 październik | 20 lat

||Rasa||
Czarownica

||Płeć||
Kobieta

||Wygląd||
Genevieve jest osobą średniego wzrostu, jak na swój wiek. Mierzy siedemdziesiąt cztery centymetrów wzrostu, a na dodatek nogi ma długie, jak stołek barowy. Nie brak jej kobiecych kształtów, co często jest powodem aprobaty wielu mężczyzn. Nie żeby szczególnie ją to obchodziło. Cerę ma bladą, lecz nie tak bladą, że można, by było posądzić ją za wampirzycę. Jej twarz jest ładna i owalna, zdobiona hipnotyzującymi, niebiesko-szarymi oczami z ciemną obwódką. Usta są pełne, w kolorze ciemnoróżowym. Jej ciemnobrązowe włosy są lekko falowane i sięgają jej ponad łopatki, jednak najczęściej nosi je związane.

||Znaki szczególne||
Ma tatuaż w kształcie pentagramu, który zdobi jej nadgarstek. Najczęściej można ją zobaczyć ubraną na czarno, w skórzanej kurtce, którą pozostawiła sobie po matce. Nie rozstaje się również z medalikiem przedstawiającym krzyż, który ma symbolizować, że prędzej, czy później – wszyscy umrzemy. Na prawym udzie można też dostrzec niewielką bliznę, którą nabyła sobie podczas starcia z demonem. 

||Moce||
Lód

||Umiejętności||
 Zamraża samą myślą, nawet na śmierć | Stwarza różne kataklizmy, związane z zimą | Jednym dotknięciem potrafi sprawić, by człowiekowi w sposób metaforyczny „zamarzło serce”, to znaczy, że nigdy więcej nie będzie on podatny na miłość i pozostanie obojętny światu | Panuje nad temperaturą ciała człowieka, lecz tylko może ją obniżać 

||Cechy charakteru||
O Genevieve można powiedzieć wiele, lecz na pewno nie to, że jest radosną i optymistyczną osobą. Zabijanie, krew i przemoc jej nie rusza, a nawet sprawia jej przyjemność. Nutka tajemniczości, która ma wokół siebie dodaje jej tylko pewności siebie. Wśród członków klanu słynie z sadyzmu, lecz nigdy nie na zwierzętach. Bawi się czasem ludzkimi uczuciami, na przykład zwodzi mężczyzn, którzy są nią oczarowani i dogłębnie zakochani. Nie boi się ryzyka, właściwie to ono ją bawi. Czasem ma przebłyski zrozumienia i łaskawości, lecz to naprawdę rzadko, dlatego też postanowiła zostać zabójcą. Nie płakała od dziecka, ponieważ już wtedy wiedziała, że jej życie będzie skazane na porażkę i nie ma nawet co walczyć o lepsze jutro. Nie znaczy to też oczywiście, że jest pesymistką. Jest realistką, która po prostu widzi świat, jakim jest. Często jest również sarkastyczna i szczera do bólu. Nie ma dnia bez obrażenia jakiejś osoby. Kiedy jednak odczuwa miłość, odczuwa ją całym sercem, jednak nie warto liczyć, że stanie się wtedy miłą i ciepłą osobą. Ustaliła sobie, że nie zmieni się dla nikogo, nawet jeśli ktoś podbije jej serce. Oczywiście, to już nie jej wybór. Na zawsze pozostaje arogancką suką, to wie na pewno. Brak jej również empatii, co oczywiście również jest oznaką egoizmu, który jest u niej niemiłosierny i nieskończony.

||Lubi||
Siebie, naturalnie. Można jednak również powiedzieć, że niegdyś była wręcz zakochana w kawie, a jej brak zostawił po sobie puste miejsce w jej sercu. Zabijanie również sprawia jej przyjemność. Tęskni za czasami, kiedy po prostu mogła rozwalić się na kanapie i oglądać ulubiony serial. Czasami też czyta, głównie książki, które udało jej się przemycić na wyspę. Bardzo to lubi – czytanie sprawia, ze potrafi oderwać się od brutalnej rzeczywistości. 

||Nielubi||
Nie lubi to delikatne określenie, ponieważ ona wręcz nienawidzi rozkazów. Brzydzi się również zbytnio miłymi i przyjaznymi ludźmi, ponieważ są oni dla niej zbytnio nieszczerzy w swoich czynach. Udają idealnych, choć naprawdę przecież nikt taki nie jest. Najchętniej wybiłaby ich wszystkich. Dziękuje również światu, który zabrał ją od jej beznadziejnego domu i beznadziejnej, nudnej rodziny, która w niedzielne obiadki ogląda „Modę na sukces”. 

||Ciekawostki|| 
Zna sześć języków, w tym: angielski, francuski, włoski, łacinę, holenderski i rosyjski. | Nikt o tym nie wie, ale gra bardzo dobrze na pianinie, którego – z oczywistych powodów – tutaj nie ma, więc nie może dalej ćwiczyć. | Chodziła niegdyś na szermierkę i sztuki walki, dzięki czemu genialnie radzi sobie walcząc. | Jest beznadziejna, jeśli chodzi o strzelanie z łuki, jednak z pistoletem radzi sobie świetnie. | W dzieciństwie została porwana, a rodzice nie chcieli zapłacić okupu. Ostatecznie sama uciekła z tamtego miejsca.

||Rodzina||
Nigdy specjalnie jej nie lubiła.

||Orientacja||
Heteroseksualna. 

||Partner||
-

||Wyposażenie||
Medalion w kształcie krzyża. | Dwa pistolety. | Katana. | Plecak podręczny. | Kilka klasycznych książek, które udało jej się przemycić.

piątek, 2 października 2015

Powitajcie władce ogania - Roberto !

 Ludzie z natury są słabi, 
dlatego podoba im się przemoc
||Login||
/

||E-mail||
hikari_shitsurei@gmai.com

||Imię i nazwisko||
Roberto Averola

||Pseudonim||
Rob

||Klan||
Shadows

||Ranga||
0

||Kara||
Pobicie ze skutkiem śmiertelnym,

||Stanowisko||
Wojownik

||Data Urodzenia/Wiek||
5 maj - 21 lat

||Rasa||
Wampir

||Płeć||
Mężczyzna

||Wygląd||
Ciemne oczy i włosy, 178 cm wzrostu, umięśniony.

||Znaki szczególne||
Właściwie tylko łuk i włosy na żel,

||Moce||
Żywioł Ognia,

||Umiejętności||
* Może tkać (tworzyć) ogień bez żadnej pomocy (tzn. źródła ognia np. ogniska),
* Może tworzyć strzały z ognia, ale max. 10 strzał,
* Kiedy się skupi może zobaczyć kolor aury innych, 

||Cechy charakteru||
Rob jest osobą, nawet wesołą. Jest przyjazny, trochę wredny, choć pomimo jego przyjaznego nastawienia wydaje się zachowywać większość ludzi w warunkach rynkowych.. Wspaniały strzelec. Uparty człowiek. Stara się zrobić wrażenie lojalnego członka klanu chodź jego prawdziwa natura może zadziwić. Jego charakter umie się radykalnie zmienić, raz jest miły i przyjacielski, a nagle wredny i złośliwy. Lecz jak każdy ma tajemnice i z tą tajemniczością mu do twarzy.

||Lubi||
Kiedy ktoś mu śpiewa, fajki - ML czerwone, przebywać z liderem,

||Nielubi||
Wierzchowca Rosemar,


||Ciekawostki||
* Trafił tu prawie w tym samym czasie co Rosemary i James,
* Na tej wyspie zginął jego ojczym,

||Rodzina||
/



||Orientacja||

Heteroseksualny

||Partner|| 


||Wyposażenie||
* łuk,
* czasami strzał,

Pan Wolf - Założyciel klanu Hopeless !


 Ludzie ludziom 
zgotowali ten los

||Login||
RoseHarveyy

||E-mail||
roseharveyy@gmail.com

||Imię i nazwisko||
James Wolf

||Pseudonim||
~

||Klan|
Hopeless

||Ranga||
Lider

||Kara||
Morderstwa, używanie magii,

||Stanowisko||
Wojownik

||Data Urodzenia/Wiek||
28 grudnia - 21 lat

||Rasa||
Zmierzch, 

||Płeć||
Mężczyzna

||Wygląd||
 James to lekko opalony mężczyzna, który ma krótkie kruczo - czarne włosy. Ma ciemne, właściwie szare pociągające oczy. Jest wysoki, około 180 cm, szczupły, ale za to dobrze umięśniony. Najczęściej nosi ciemnozieloną kurtkę a pod tym czarny t-shirt,

||Znaki szczególne||
Na brzuchu ciągnie się duża blizna, która biegnie ukośnie od centrum brzucha, aż do prawego uda, także posiada liczne małe blizny na całym ciele. Tatuaż na prawym ramieniu w kształcie homry i wisiorek. Katana przy pasku,

||Moce||
Fale dźwiękowe

||Umiejętności||
Ogłuszanie ludzi i zwierząt za pomocą dźwięków,
Manipulacja dźwiękami - np. może zadać ból psychiczny, dzięki lekki drganiom
                     wywołanym w mózgu dzięki falom dźwiękowym,
Sprawność fizyczna - ma większą wytrzymałość niż inni ludzie, 

||Cechy charakteru||
 James to głównie spokojny i zdystansowany facet w stosunku do ludzi, wyjątkami są ludzie których polubi. Stara się sprawiać wrażenie człowieka bezuczuciowego. Umie czytać z ruchu warg. W dużej mierze mu nie przeszkadza, jeżeli ktoś stara się do niego zbliżyć, ponieważ on i tak zbytnio nie przywiązuje do tego wagi, no chyba że ta osoba wyda mu się interesująca. Choć często rozdrażniony w stosunku do paru członków klanu, jest również w stanie okazać mały akt dobroci wobec nich. Tajemniczy, gdy trzeba agresywny. Dobry przywódca, umie pomóc. Trudno się do niego zbliżyć przez jego ostrożność do ludzi i więzi. Mało ufny a przez to niebezpieczny. Wspaniały obrońca. Tak jak bardzo może być nadopiekuńczy w stosunku do bliskich, tak jest bezlitosny dla tego kto ich zrani. Umie być wygadany, jak już było wspomniane również wredny i złośliwy ale jednak są ludzie którzy go lubią. Nikt tak naprawdę dobrze go nie zna bo jest zamknięty w sobie. Mimo wszystko może to przez swoją tajemniczość jest tak interesujący ?

||Lubi||
Wygrywać, posłusznych członków klanu, ostre jedzenie,

||Nielubi||
Rosemary, kawy, marchewek,

||Ciekawostki||
* Uwielbia ostrza,
* Odkąd miał 5 lat trenował przeróżne sztuki walki,

||Rodzina||
~

||Orientacja||
 Heteroseksualny

||Partner|| 
~

||Wyposażenie||
* Katana,
* Dwa pistolety pod kurtką,
* Scyzoryk wojskowy w prawym bucie,

Liderka klanu Shadows - Rose !


Wszyscy mamy w sobie światło i mrok. 
Ale ani światło, ani mrok nie mogę Cię wybrać. 
To ty podejmujesz wybór.

||Login||
RoseHarveyy

||E-mail||
roseharveyy@gmail.com

||Imię i nazwisko||
Rosemary Harvey

||Pseudonim||
Rose

||Klan||
Shadows

||Ranga||
Lider

||Kara||
Morderstwo, używanie magi, napad na rząd,

||Stanowisko||
Łowca

||Data Urodzenia/Wiek||
11 stycznia - 20 lat 

||Rasa||
Zmierzch

||Płeć||
Kobieta

||Wygląd||
Rosemary została obdarzona złocistymi włosami i ciemnymi oczami z jasnymi obwódkami. Opaloną cerę zawdzięcza genom. Zgrabna, dobrze obdarzona przez matkę naturę i  wysportowana. Mierzy 167 cm, a waży zaledwie 50 kg. Wystarczająco jak na tak wysportowaną kobietę.

||Znaki szczególne||
Skromny lecz ważny diadem na czole z błękitną kroplą, kołczan zawsze ze strzałami na plecach i łuk najczęściej przymocowany do kołczanu lub trzymany przez nią w ręku, dwa sztylety przymocowane przy udzie,

||Moce||
Duch

||Umiejętności||
Tarcza - może obronić wybrane osoby znajdujące się koło niej przed magią wroga lecz sama cierpi psychicznie z tego powodu,
Telekineza - słaba telekineza dzięki której może określić kierunek w którym znajduje się dany człowiek, którego zna, ale potrzebuje do tego ogromnej ilości energii, również pomaga jej w określeniu stanu emocjonalnego (uczuć) innych osób,
Ducha - dzięki któremu może podarować komuś połowę swojego życia(duszy), ale wtedy Rose czuje to co uratowana osoba, jego/jej uczucia (umiejętność jednorazowa).
* Moc którą trenuje w ukryciu...

||Cechy charakteru||
Czasami tajemnicza, gdy trzeba agresywna i wredna. Dobra przywódczyni, umie pomóc i nikomu ze swojego klanu nie pozwoli cierpieć. Nie da sobą rządzić. Trudno się do niej zbliżyć. Wygadana, w sekundę wymyśli tekst ociekający jadem, lubi spędzać czas w grupie, lecz czas spędzony na wyspie zmusił ją do założenia twardej skorupy.
Z całego serca nienawidzi lidera klanu Hopeless. Ciągle powtarza że jak sama nazwa wskazuje; są beznadziejni. Nikt do końca nie wie dlaczego toczą spór ale i nie pytają.
Kiedyś optymistka, teraz realistka. Rose bardziej ufa lojalnym członkom klanu niż osobą odizolowanym i zbuntowanym.
Ponieważ z daleka wygląda na drobną i bezsilną najczęściej ludzie mylą ją z nastolatką/dzieckiem, ale wtedy źle kończą. Ma dwa oblicza, słodka i urocza jak czegoś chce, wredna i bezlitosna jeśli jej podpadniesz.
Może zabić bez mrugnięcia okiem i nigdy nie chybia kiedy strzela ze swojego łuku. 

||Lubi||
Dobre jedzenie, spokojne dni, swojego konia Ario, 

||Nielubi||
 Jamesa, kiedy mylą ją z nastolatką/dzieckiem,

||Ciekawostki||
* W wolnym czasie produkuje sobie strzały,
* Posiada konia imieniem Ario - czarnego ogiera, który najczęściej wędruje razem z nią i jej klanem, klik!
* Miała już okazję zabić Jamesa lecz tego nie zrobiła,
* Widziała najpotężniejszego demona na wyspie i przeżyła,

||Rodzina||
~

||Orientacja||
Heteroseksualna

||Partner|| 
Nie jest zainteresowana i tak ma sporo problemów

||Wyposażenie||
* Kołczan ze strzałami i łuk,
* Dwa sztylety przy udzie,
* Bicz,
* Mały plecak,
* Butelka wody,