Wydaje się, że druga nad ranem nie jest godziną, w której człowiek jest najbardziej aktywny. Nic bardziej mylnego. Ja uwielbiałam chodzić po ciemku i obserwować, jak drzewa ruszają się ostrożnie pod wpływem wiatru, jakby były się złamać niczym zapałki. Wow. Niezłe porównanie. Poczułam, że muszę je zapisać, by użyć go w jakiejś refleksyjnej dyskusji.
Usiadłam na kamieniu, przyglądając się tafli wody, w której odbijał się szkarłatny księżyc. To było coś wyjątkowego, co zdarzało się naprawdę rzadko. Krwawy księżyc można było dojrzeć raz na jakiś czas, a ja czułam się wspaniale, wiedząc, jaki spotkał mnie zaszczyt. A potem miałam ochotę dać sobie w twarz, ponieważ zaczynałam powoli myśleć jak jakaś melancholijna nimfa, albo coś. Byłam czarownicą, do cholery. Krwawy księżyc powinien wzbudzać we mnie jedynie szyderczy uśmieszek, na myśl, że podobno jest oznaką końca świat.
Upragnionego końca świata, chciałabym dodać. Przebywałam na tej pieprzonej wyspie od pieprzonych lat i jak najbardziej miałam ochotę się stąd wydostać. A jedynym sposobem na ratunek była śmierć. I tutaj cała sytuacja zataczała beznadziejne koło. Nie chciałam, bowiem, umierać. Widziałam już tu kilka osób, które popełniały samobójstwo, starając się wydostać z niedoli zwanej życiem, a zawsze kończyło się to tak samo… No, musiałam ich ratować, w skrócie. Ale tylko dlatego, iż ludzie obwinialiby mnie za to, że im nie pomogłam. Oczywiście, parę razy zdarzyło mi się nagiąć zasady i zignorować szesnastolatka skaczącego z klifu. Ciągle nie byłam pewna, dlaczego ludzie usilnie starają się ratować nieszczęsnych samobójców. Przecież oni sami wybrali sobie taki los. Jeśli chcą zginąć, to czemu mam się do tego czepiać? Niech sobie ginął.
- Ładnie tutaj, prawda? – usłyszałam za sobą twardy, męski głos. I odwróciłam się. Nie rozpoznałam tej osoby, co świadczyło o tym, że albo pochodziła z Klanu Shadows albo była jakimś demonem zesłanym do tego przeklętego miejsca. Biorąc pod uwagę, że jego aura niemal mnie dusiła, postanowiłam postawić na to drugie. – Jak się nazywasz, kochana?
- Gdybym była Japonką nazywałabym się Yuki – prychnęłam lekceważąco, wstając. Podświadomie położyłam dłoń na katanie, przypiętej do mojego pasa, choć wiedziałam, że nie będzie mi potrzebna. Mogłam po prostu zamrozić go jedną myślą. – A jako, iż nie jestem Japonką, powiem tylko, że to nie twój zasrany interes, krwiożerczy potworze – dałam sobie w głowie plusa za to jakże niezwykle barwne i radosne określenie jego osoby. – Przejdziemy do konkretów czy chciałeś mnie zaprosić na herbatkę? Czyżby była już siedemnasta? Jak ten czas szybko leci – przewróciłam oczami.
Roześmiał się, widząc, jak nawiązałam do jego brytyjskiego akcentu. Rozpoznał również, po mojej poprzedniej uwadze, że byłam tą, która w ostatnim tygodniu zamroziła jego dwóch kumpli.
- A więc to ty – ciągle był rozbawiony, jednak to stwierdzenie niemal warknął. – Kochana Yuki, widzę, że nie lubisz owijać w bawełnę. Bez wątpienia, bym cię zabił, moja cudowna Śnieżynko, jednak obydwoje wiemy, jakby to się, dla któreś z nas nieszczęśnie skończyło.
Uniosłam brwi, widząc jego zawahanie. Od razu było widać, iż był demonem niskiej rangi, co sprawiało, że mogłam go zabić z równą łatwością, jak jego poprzedników. Jeju, jak ja kochałam moje umiejętności. I w sumie tylko je. Oprócz kawy. Życie bez niej było okropne.
- Nie chcę cię martwić, mój cudowny demonie – mruknęłam, przedrzeźniając go nieumiejętnie – ale niestety mam inne plany. Zamierzam cię zabić – mówiąc to, machnęłam dłonią, a jego nogi przymarzły do ziemi. Podeszłam bliżej, poruszając się z gracją, niczym Lara Croft. – Na początku zamrożę ci język – przesunęłam dłonią po jego szczęce, spełniając moją obietnicę. Wytrzeszczał oczy, starając się otworzyć buzię, jednak i ją zamroziłam. – A potem serce – dłoń przesunęłam mu na klatkę piersiową i skupiłam się, aby zatrzymać jego życie.
Po kilku sekundach padł martwy, a raczej ciągle stał, ponieważ był zamrożony. Odmroziłam go i teraz już naprawdę wyłożył się u moich stóp. W takich chwilach czułam się władczynią świata. Najwyraźniej nie tylko ja tak uważałam.
- Proszę, proszę – usłyszałam za sobą głos, przygotowana na kolejny atak. – Brawa dla ciebie.
<Ktoś?>